To nie jest mieszkanie dla każdego. Bo nie każdy potrafi się zaprzyjaźnić z intensywną kolorystyką, z odwagą grającą pierwsze skrzypce. Nie ma tu szarości. Nie ma asekuracyjnych beży. Nie ma też zachowawczych dodatków, które „mogą się spodobać wszystkim”.


„Kolor to nie dekoracja, tylko decyzja. A każda decyzja niesie konsekwencje. W tym mieszkaniu – pozytywne i wyraziste.” – mówi Jagna Przybylska-Kijak, projektantka wnętrza.

Od progu mieszkanie wita nas ciepłą, ale stanowczą paletą barw, w której terrakota jest głównym narratorem, a nie modnym dodatkiem. Dopełniana przez czekoladowe brązy, rdzawe niuanse i rozgrzaną cegłę. Kolory w tym mieszkaniu nie służą jedynie ozdobie – one prowadzą, wyznaczają rytm, tworzą funkcjonalne strefy. Przykład? Ażurowy regał w nasyconym odcieniu wypalonej gliny, który subtelnie wydziela strefę sypialnianą. Te same odcienie ziemi wracają jak echo – w tapicerce, metalowych stelażach krzeseł, zabudowie kuchennej i w łazience. Uspokajające tony drewna – stół w jadalni, podłogi, wybrane fronty mebli – w kolorze jasnego dębu tonują tę kompozycję. Białe elementy łagodzą nasycenie barw i rozświetlają przestrzeń, wspólnie z dużymi oknami i 16-metrowym tarasem, który latem staje się w przedłużeniem salonu.


Zamiast nadmiaru – selektywność. Mniej mebli, więcej przestrzeni.


„Wnętrze jest oszczędne – nie dlatego, że czegoś w nim brakuje, ale dlatego, że każda rzecz ma tu swoje miejsce. Minimalizm nie jest w tym mieszkaniu tylko stylem, jest strategią, która pozwala złapać oddech.” – dodaje Przybylska-Kijak.


W duchu tej strategii przestrzeń zaprojektowano w taki sposób, aby maksymalnie wykorzystać każdy metr kwadratowy mieszkania. Przykładem jest rozwiązanie, które łączy funkcjonalność z wygodą – garderoba, która pełni jednocześnie funkcję przechowywania i – w razie potrzeby – miejsca do pracy. To przestrzeń, która znika za ścianką działową, ale oferuje dokładnie to, co w miejskim mieszkaniu liczy się najbardziej: elastyczność.


To mieszkanie nie próbuje się nikomu przypodobać. Nie stara się być modne, bezpieczne ani przewidywalne. Zamiast tego buduje własny język – oparty na kolorze, strukturze i świetle. Jest odważne, ale nie krzykliwe. Ciepłe, ale nie oczywiste. Przestrzenne, choć kompaktowe. To wnętrze nie udaje – ono opowiada. O uważności, o potrzebie selekcji, o projektowaniu z sensem. Nie chodzi tu o estetykę dla estetyki. Chodzi o emocje. O miejsce, które daje poczucie „jestem u siebie”.